Kultowe buble?

Witam :)
Żeby nie było tutaj zbyt cukierkowo, że same ochy i achy to dzisiaj się trochę poużalam. Jak pewnie zauważyłyście bardzo lubię kosmetyki Kat von D a może bardziej Kat a kosmetyki postanowiłam wypróbować ze względu na wspomnianą już sympatie do osoby.
Pokładałam w nich ogromne nadzieje i na kilku się nie zawiodłam ale na opisanych niżej  niestety bardzo... a więc do rzeczy :)
Bubel nr 1.
Korektor Lock-it Concealer Creme.
Kupiłam go mniej więcej w październiku, dziś mamy styczeń i całkiem puste opakowanie. Nie ukrywam że trochę mnie to rozczarowało, spodziewałam się że będzie odrobię bardziej wydajny, tym bardziej że stosowałam go naprzemiennie z innymi korektorami. Sam produkt może nie jest najgorszy z najgorszych jakie przyszło mi używać ale za cenę 115 zł spodziewałam się czegoś fajnego... a tu taka średniawka. Niby coś tam kryje ale jakieś większe zaczerwienienia dość wyraźnie spod niego przebijały, dodatkowo gdy chciałam dobudować krycie i wklepywałam go gąbeczką miałam wrażenie jakby ta pierwsza warstwa odklejała się od twarzy tworząc "piękną" dziurę i jeszcze bardziej eksponując owego nieprzyjaciela. No ale ok, przymknęłam na to oko bo może ja coś nawaliłam, zdarza się nawet najlepszym 😇😇
Jest on dość gęsty, tępy, przypomina mi konsystencją trochę kamuflaż z Catrice [ten w słoiczku!]
przez co bardzo ciężko wygląda pod okiem, dodatkowo dzięki niemu odkryłam pod oczami zmarszczki o których istnieniu nawet nie wiedziałam.
Jakie ma plusy? Kolor! Ale w przypadku korektora moim zdaniem to trochę za mało.

Bubel nr 2.
Szminka Studded Kiss Lipstick Bauhau5.
Tak ,tak, to ta którą ostatnio się chwaliłam w paczce od Sephory. Pisałam, że mam nadzieje że będzie miała więcej plusów niż fajne opakowanie. I niestety...dla mnie nie ma :(  A żałuję.. z ręką na sercu naprawdę żałuje. I już nie chodzi o jej cenę, chociaż do najtańszych nie należy - w cenie regularnej 85 zł, ale miałam nadzieję na zamiennik matowych pomadek, na takie dni w których płynne najlepiej nie wyglądają lub na dłuższą imprezę na której trzeba poprawiać co jakiś czas pomadkę. Wiadomo z płynnymi matowymi poprawki nie nalezą do najszybszych i najprostszych .
Pierwszym moim rozczarowaniem był kolor, w opakowaniu piękny fiolet a na ustach, nie powiem wygląda ładnie ale to bardziej zgaszona fuksja niż ciemna poziomka. Ponadto bez konturówki ani rusz, nie da się nią tak ładnie, precyzyjnie wyrysować granic są strasznie rozmyte pomimo nakładania pędzelkiem. Nie wiem jak w przypadku innych kolorów ale ten nierówno się rozkłada, dość tępo sunie po ustach, odczucie mam takie jakbym kredką świecową próbowała je pomalować. No i największe rozczarowanie to trwałość szminki, nic nie jadłam, nie piłam, po niecałej godzinie skontrolowałam usta i szminka była nadjedzona od środka ust i przeniosła się na zęby, może nie jakoś okropnie ale jest to kolor dość intensywny przez co było to widoczne 😂.
No i w końcu ostatni test - ZUPA. Po szmince ani śladu oprócz oblamówek, drugiego dania nawet nie doczekała a i oczywiście odbija się wszędzie... No cóż...dla mnie test zaliczony negatywnie, mam jedną, zużyć pewnie zużyje ale więcej z pewnością nie kupie.






Komentarze