Ten moment... kiedy źle wybierzesz fryzjera.
Dla większości kobiet wizyta u fryzjera jest czasem relaksu, w głowie mamy tysiące wyobrażeń jak będziemy wyglądać po zabiegu, krążą nam dziesiątki twarzy celebrytek i zdjęć z Insta z cudownymi fryzurami. Będąc młodą matką, poświęcając czas tylko swojemu nowo narodzonemu dzieciaczkowi swoją fryzurę odrobinę zaniedbałam, ograniczyłam się tylko do uzupełniania odrostów i włosy rosły sobie i żyły własnym życiem. I kiedy przyszedł z pracy mąż i oznajmił że dostał zaproszenie na służbową imprezę, stanęłam przed lustrem i byłam przerażona...no bo niby jak ja mam się tam pokazać?! Oczywiście zapewnienia męża jak to cudownie wyglądam na nic się zdały, wiadomo przecież że mówi tak tylko po to żeby mnie pocieszyć.
Dni upływały a ja dalej w wolnych chwilach [a bylo ich bardzo mało] przypominałam sobie że impreza za pasem i można było by już coś zaplanować, jakąś kreacje, makijaż, fryzurę?
I wtedy wpadł mi do głowy"genialny" pomysł. Pójdę do fryzjera! Moje włosy, pomimo zaniedbania, prezentowały się całkiem dobrze, były długie i błyszczące jednak przez ciąże i karmienie straciły na gęstości. Siedziałam przed lustrem i zastanawiałam się: "co tak właściwie chciałabym z nimi zrobić"...nie widziałam...chciałam po prostu zrobić COŚ. Przeglądając tablice na facebooku nagle rzuciło mi się zdjęcie w oczy, to było jak trafienie piorunem, dokładnie wiedziałam że chce właśnie TO mieć na swojej głowie.
Zadzwoniłam do fryzjerki umówić się na wizytę ale okazało się że ma bardzo odległe terminy a że ja jestem raczej typem osoby w gorącej wodzie kąpanej rozpoczęłam poszukiwania innego salonu. I znalazłam...niestety. Fryzjerka bardzo szybko mnie przyjęła, opowiedziałam jej dokładnie co chciałabym uzyskać na głowie, pokazałam zdjęcie, kobieta ze zrozumieniem pokiwała głową i zaczęła działać. Opowiedziała mi o tym co się będzie działo, efekt miał być powalający i co najważniejsze trwały. Odrobinę przestraszyłam się czy to nie będzie taka trwała jak to się widzi u starszych Pań jednak ona zapewniła że nie, że teraz są inne preparaty, inne technologie i takie tam... uprzedziła mnie jednak, że włosy po zabiegu mogą być przesuszone dlatego żeby doprowadzić do kondycji z przed zabiegu będę musiała się skupić na pielęgnacji. Zgodziłam się na to, w końcu moje włosy i tak codziennie obrywały prostownica więc myślałam sobie że już chyba nic nie może im zaszkodzić bardziej. Oj żebym to ja wiedziała jak bardzo się myliłam.
Siedziałam na fotelu, to na myjce, to na suszarce i tak upływała minuta za minutą w której byłam coraz bardziej podekscytowana i zaciekawiona efektu jaki uda się fryzjerce osiągnąć. I nagle usłyszałam: "skończyłam, teraz tylko wysuszymy i gotowe". Serce biło mi jak szalone. Kobieta nabierała moje włosy na szczotkę, omiatała gorącym powietrzem suszarki a ja efektu dwu godzinnego siedzenia na fotelu nie wiedziałam żadnego, włosy jak były proste, tak proste pozostały, no nic - myślę sobie - są jeszcze wilgotne, poczekamy aż całkiem skoczy. Jednak z każdym ruchem i upływającym czasem widziałam coraz bardziej zdezorientowaną minę fryzjerki. Włosy wyschły całkiem ale nijak nie przypominały fryzury ze zdjęcia, a teraz z gładkich, lśniących włosów bardziej przypominały suche, szeleszczące siano. Ale to był pikuś przy tym co zobaczyłam na podłodze, otóż tam leżały sobie w najlepsze całe kłęby moich włosów!!! Jak to zobaczyłam zbladłam, słów mi zabrakło. Poprosiłam fryzjerkę żeby skończyła i zostawiła już je w spokoju, ona przeprosiła, zapewniając po raz któryś że włosy nie są spalone, jedynie trochę przesuszone, nałożyła mi maskę na włosy i poprosiła żebym w niej pojechała do domu. Zgodziłam się, bo w zasadzie co mi pozostało, za wizytę powiedziałam że nie zapłacę i wracałam w mrozie z mokrą głową do domu. W drodze zadzwoniłam do mamy, opowiedziałam jej całą historie, poprosiła żebym przyjechała do niej, tak zrobiłam. Kiedy byłam już na miejscu, zmyłyśmy odżywkę i kiedy rozczesywała mi włosy, jej mina doprowadzała mnie do palpitacji serca. Wtedy po jej wyrazie twarzy uświadomiłam sobie że nie jest dobrze, miejscami włosy odpadły mi przy samej skórze! Reszta się plątała, łamała...tragedia. Przeczesując włosy palcami, nie było takiego razu żebym nie wyciągnęła garści upalonych włosów a skóra głowy z godziny na godzinę piekła mnie coraz bardziej. Byłam coraz bardziej przerażona, bałam się że wypadną mi wszystkie włosy. Wyobraźcie sobie jak wyglądała moja noc po tym wydarzeniu...całą, calusieńką przepłakałam. Oczywiście wiem że ludzie mają znacznie gorsze problemy, niż jakieś tam spalone włosy, ale ja na chwilę obecna nie miałam a to był mój jedyny największy! I jeszcze ta cholerna impreza na drugi dzień! Leżałam na kolanach męża, płakałam, a on cierpliwie próbował mnie uspokoić, głaskał po głowie i tak w końcu zasnęłam. Kiedy rano się obudziłam, związałam resztki włosów w warkocz i pojechałam do tej pierwszej fryzjerki, obejrzała moje włosy dokładnie, jej mina też mnie szczególnie nie uspokoiła, ale Pani robiła naprawdę wszystko co mogła. Złota kobieta! Od razu posadziła mnie na fotel, zrobiła jakieś zabiegi które miały wizualnie przywrócić moje włosy do ładu, przycięła te najbardziej spalone i wyszłam od niej z uśmiechem. Bo pomimo całej sytuacji swoją osobą i kompetencją podniosła mnie na duchu. Przedstawiła mi jak to dalej będzie wyglądać, ile wypadnie, skąd i co dalej mam robić i pomimo tylu złych informacji odetchnęłam z ulgą ponieważ zapewniła że całe nie wypadną :)
Oczywiście na imprezę nie poszliśmy [a miało być to nasze pierwsze wyjście od momentu narodzin córki] ale oboje byliśmy już zmęczeni a na pewno nie w nastrojach.
Do dnia dzisiejszego zmagam się z konsekwencjami wizyty u tej felernej fryzjerki a minęło już półtorej roku, moje włosy nie mogą przekroczyć długości do ramion, muszą być regularnie obcinane - jestem w połowie drogi, na szczęście to co gorsze już za mną.
A co lepsze? Poznałam przewspaniałą fryzjerkę do której na pewno będę chodzić [teraz narazie ścianam regularnie włosy] z każdą zmianą fryzury.
Niestety, fryzjer jest osobą która nie tylko może nam zniszczyć dzień ale następne 365 dni albo i więcej, także trzeba rozsądnie wybierać, dokładnie sprawdzać opinie a najlepiej znaleźć jedną godna zaufania osobą i jej się już trzymać, nie szukać i nie eksperymentować, jestem na to żywym dowodem że to nie zawsze kończy się dobrze... I w zasadzie tyczy się to nie tylko wyboru salonu fryzjerskiego, ale wszystkich miejsc w których chcemy zdecydować się na usługi których efekt ma pozostać z nami dłużej. Nie tak dawno zdecydowałam się na makijaż permanentny brwi i skorzystałam z tej przykrej nauki którą wyniosłam i dzięki temu znalazłam świetny salon dla którego warto było mi przejechać 250 km, ale o tym innym razem :)
Dni upływały a ja dalej w wolnych chwilach [a bylo ich bardzo mało] przypominałam sobie że impreza za pasem i można było by już coś zaplanować, jakąś kreacje, makijaż, fryzurę?
I wtedy wpadł mi do głowy"genialny" pomysł. Pójdę do fryzjera! Moje włosy, pomimo zaniedbania, prezentowały się całkiem dobrze, były długie i błyszczące jednak przez ciąże i karmienie straciły na gęstości. Siedziałam przed lustrem i zastanawiałam się: "co tak właściwie chciałabym z nimi zrobić"...nie widziałam...chciałam po prostu zrobić COŚ. Przeglądając tablice na facebooku nagle rzuciło mi się zdjęcie w oczy, to było jak trafienie piorunem, dokładnie wiedziałam że chce właśnie TO mieć na swojej głowie.
Zadzwoniłam do fryzjerki umówić się na wizytę ale okazało się że ma bardzo odległe terminy a że ja jestem raczej typem osoby w gorącej wodzie kąpanej rozpoczęłam poszukiwania innego salonu. I znalazłam...niestety. Fryzjerka bardzo szybko mnie przyjęła, opowiedziałam jej dokładnie co chciałabym uzyskać na głowie, pokazałam zdjęcie, kobieta ze zrozumieniem pokiwała głową i zaczęła działać. Opowiedziała mi o tym co się będzie działo, efekt miał być powalający i co najważniejsze trwały. Odrobinę przestraszyłam się czy to nie będzie taka trwała jak to się widzi u starszych Pań jednak ona zapewniła że nie, że teraz są inne preparaty, inne technologie i takie tam... uprzedziła mnie jednak, że włosy po zabiegu mogą być przesuszone dlatego żeby doprowadzić do kondycji z przed zabiegu będę musiała się skupić na pielęgnacji. Zgodziłam się na to, w końcu moje włosy i tak codziennie obrywały prostownica więc myślałam sobie że już chyba nic nie może im zaszkodzić bardziej. Oj żebym to ja wiedziała jak bardzo się myliłam.
Siedziałam na fotelu, to na myjce, to na suszarce i tak upływała minuta za minutą w której byłam coraz bardziej podekscytowana i zaciekawiona efektu jaki uda się fryzjerce osiągnąć. I nagle usłyszałam: "skończyłam, teraz tylko wysuszymy i gotowe". Serce biło mi jak szalone. Kobieta nabierała moje włosy na szczotkę, omiatała gorącym powietrzem suszarki a ja efektu dwu godzinnego siedzenia na fotelu nie wiedziałam żadnego, włosy jak były proste, tak proste pozostały, no nic - myślę sobie - są jeszcze wilgotne, poczekamy aż całkiem skoczy. Jednak z każdym ruchem i upływającym czasem widziałam coraz bardziej zdezorientowaną minę fryzjerki. Włosy wyschły całkiem ale nijak nie przypominały fryzury ze zdjęcia, a teraz z gładkich, lśniących włosów bardziej przypominały suche, szeleszczące siano. Ale to był pikuś przy tym co zobaczyłam na podłodze, otóż tam leżały sobie w najlepsze całe kłęby moich włosów!!! Jak to zobaczyłam zbladłam, słów mi zabrakło. Poprosiłam fryzjerkę żeby skończyła i zostawiła już je w spokoju, ona przeprosiła, zapewniając po raz któryś że włosy nie są spalone, jedynie trochę przesuszone, nałożyła mi maskę na włosy i poprosiła żebym w niej pojechała do domu. Zgodziłam się, bo w zasadzie co mi pozostało, za wizytę powiedziałam że nie zapłacę i wracałam w mrozie z mokrą głową do domu. W drodze zadzwoniłam do mamy, opowiedziałam jej całą historie, poprosiła żebym przyjechała do niej, tak zrobiłam. Kiedy byłam już na miejscu, zmyłyśmy odżywkę i kiedy rozczesywała mi włosy, jej mina doprowadzała mnie do palpitacji serca. Wtedy po jej wyrazie twarzy uświadomiłam sobie że nie jest dobrze, miejscami włosy odpadły mi przy samej skórze! Reszta się plątała, łamała...tragedia. Przeczesując włosy palcami, nie było takiego razu żebym nie wyciągnęła garści upalonych włosów a skóra głowy z godziny na godzinę piekła mnie coraz bardziej. Byłam coraz bardziej przerażona, bałam się że wypadną mi wszystkie włosy. Wyobraźcie sobie jak wyglądała moja noc po tym wydarzeniu...całą, calusieńką przepłakałam. Oczywiście wiem że ludzie mają znacznie gorsze problemy, niż jakieś tam spalone włosy, ale ja na chwilę obecna nie miałam a to był mój jedyny największy! I jeszcze ta cholerna impreza na drugi dzień! Leżałam na kolanach męża, płakałam, a on cierpliwie próbował mnie uspokoić, głaskał po głowie i tak w końcu zasnęłam. Kiedy rano się obudziłam, związałam resztki włosów w warkocz i pojechałam do tej pierwszej fryzjerki, obejrzała moje włosy dokładnie, jej mina też mnie szczególnie nie uspokoiła, ale Pani robiła naprawdę wszystko co mogła. Złota kobieta! Od razu posadziła mnie na fotel, zrobiła jakieś zabiegi które miały wizualnie przywrócić moje włosy do ładu, przycięła te najbardziej spalone i wyszłam od niej z uśmiechem. Bo pomimo całej sytuacji swoją osobą i kompetencją podniosła mnie na duchu. Przedstawiła mi jak to dalej będzie wyglądać, ile wypadnie, skąd i co dalej mam robić i pomimo tylu złych informacji odetchnęłam z ulgą ponieważ zapewniła że całe nie wypadną :)
Oczywiście na imprezę nie poszliśmy [a miało być to nasze pierwsze wyjście od momentu narodzin córki] ale oboje byliśmy już zmęczeni a na pewno nie w nastrojach.
Do dnia dzisiejszego zmagam się z konsekwencjami wizyty u tej felernej fryzjerki a minęło już półtorej roku, moje włosy nie mogą przekroczyć długości do ramion, muszą być regularnie obcinane - jestem w połowie drogi, na szczęście to co gorsze już za mną.
A co lepsze? Poznałam przewspaniałą fryzjerkę do której na pewno będę chodzić [teraz narazie ścianam regularnie włosy] z każdą zmianą fryzury.
Niestety, fryzjer jest osobą która nie tylko może nam zniszczyć dzień ale następne 365 dni albo i więcej, także trzeba rozsądnie wybierać, dokładnie sprawdzać opinie a najlepiej znaleźć jedną godna zaufania osobą i jej się już trzymać, nie szukać i nie eksperymentować, jestem na to żywym dowodem że to nie zawsze kończy się dobrze... I w zasadzie tyczy się to nie tylko wyboru salonu fryzjerskiego, ale wszystkich miejsc w których chcemy zdecydować się na usługi których efekt ma pozostać z nami dłużej. Nie tak dawno zdecydowałam się na makijaż permanentny brwi i skorzystałam z tej przykrej nauki którą wyniosłam i dzięki temu znalazłam świetny salon dla którego warto było mi przejechać 250 km, ale o tym innym razem :)
taki efekt chciałam osiągnąć
moje włosy przed katastrofą [z tyłu są jeszcze dłuższe]
jedna z garści moich włosów po wizycie u tej felernej fryzjerki
włosy po reanimacji



Komentarze
Prześlij komentarz