Makijaż permanentny brwi. Czy warto?

Hejka!
Już dawno obiecałam Wam że opiszę zabieg jakiemu poddałam się jakiś czas temu, a mianowicie makijaż permanentny brwi.
Bardzo długo nosiłam się z zamiarem zrobienia go, ale zawsze bałam się że osiągnę efekt karykaturalny, że brwi nie będą symetryczne albo najzwyczajniej w świecie będzie mi źle.
Jak wpiszemy w wyszukiwarkę google wyskakują same koszmarki, a ja nie chciałam nosić na swojej twarzy przez najbliższe 2 lata czegoś w czym nie czuła bym się najlepiej.

Moje brwi nigdy nie wyglądały jakoś spektakularnie, zawsze miałam jasne i cienkie włoski, co gorsza jestem tym rocznikiem który zaliczył modę na jak najcieńsze brwi jakie się uda uzyskać i nijak nie miało to nic wspólnego z jakąś symetrią. Jak poszła pęseta tak się wyrwało, bywało że za bardzo wyskubało się początek, albo zrobiła się dziura.. no cóż, trudno...a na co komu w tamtych czasach były brwi :)

Jednak kiedy moda się zmieniała a wraz z nią poczucie estetyki zapragnęłam mieć z powrotem normalne brwi i wtedy niestety pojawiły się schody. Otóż wyhodowanie nowych brwi nie było już takie proste. Wspomagałam się olejkiem rycynowym który w zasadzie nie przyniósł żadnych efektów a ja dość szybko się zniechęciłam.
Kiedy zaczęłam stosować odżywkę do rzęs Long4lashes zahaczałam też pędzelkiem o brwi i tutaj pojawiło się niemałe zaskoczenie ponieważ faktycznie w miejscu w którym nie miałam brwi, a był to ich początek, zaczęły wyrastać mi nowe włoski. Pech chciał że stosowałam to tylko na jednej brwi, tej która była najbardziej znokautowana i w efekcie ta wyrosła piękna i zagęszczona a druga ani drgnie. Z pomocą przyszla mi jednak pomada.  Cały makijaż nie schodził mi tak długo jak malowanie tych nieszczęsnych brwi.. I przy kolejnych nieudanych próbach wyćwiczenia ręki, aby malować brwi niczym z Instagrama zaczeła mi się budzić w głowie myśl o makijażu permanentnym, jednak gdy z kimś się dzieliłam moim pomysłem każdy mnie straszył tymi koszmarkami.
Pod wpływem jakiegoś impulsu, kiedy już miałam skrajnie dość malowania brwi zaczełam  przeszukiwać sieć w poszukianiu jakiegoś sensownego salonu.
Znalazłam salon który sobie upatrzyłam w Warszawie, polajkowalam stronę i obserwowałam...komentarze pozytywne, zdjęcia bardzo ładne, sama Pani sympatyczna jednak pojawiło się jedno ale...1000 zł zabieg...cholerka trochę dużo, plus jeszcze dojazd ok 200 zł. Nie ukrywam że to mnie trochę ziębiło.
I nagle na stronie salonu pojawiła się informacja że poszukują modelek na szkolenie, zgłosiłam się, a co mi tam, odezwała się przemiła Pani wszystko mi opowiedziała i zostałam zapisana, termin? Za 2 tygodnie! Rewelacja!
Dostałam maila jak należy się przygotować do samego zabiegu.. Wymogów nie było na szczęście dużo, 24h przed nie można przyjować aspiryny, pić alkoholu i w dzień zabiegu kawy... KAWY? Jak wytrzymać bez kawy? No ale ok, czego się nie robi żeby pięknie wygladać.
Moje brwi przed zabiegiem:



Sam zabieg jako modelki na szkoleniu kosztował 200 zł i trwał ok. 2h, jednak dyspozycyjna musiałam być od 13-17,18. No cóż, coś za coś :). Rozrysowałyśmy pożądany przeze mnie kształt brwi i przystąpiłyśmy do działania, znaczy ja do leżenia a Panie do działania. Wybrałam sobie metodę ombre brows, ponieważ najbardziej podobał mi się efekt brwi "jakby już pomalowanych".
Zabieg wykonywany był ręcznie... i nie powiem żeby to była moja ulubiona metoda, był dość bolesny dodatkowo moja skóra słabo reagowała ze znieczuleniem, ale dało się przeżyć
Oto efekt dzień po [te białe punkty to krem]:

 

Brwi zaczeły się ładnie goić, jaśnieć i niestety w procesie gojenia "zjadł mi się początek" brwi. Ale po 1,5 miesiąca umówiłam się na korektę. 
Ponieważ nie pojechałam już jako modelka na szkolenie tylko bezpośrednio do salonu kosztowało mnie to 250 zł i trwało ok, 1.5h. Korektę miałam robioną już maszynką a brwi całkowicie mi się znieczuliły, więc zabieg nie był ani trochę bolesny a wręcz był dla mnie czasem relaksu. 
Wszystko goiło się bardzo ładnie, bez ubytków, bez powikłań więc napewno zabieg będe powtarzać
No właśnie, a jak to jest z tym powtarzaniem? A no tak że wszędzie w sieci piszę że zabieg utrzymuje się od 2 do 4 lat, ale czy tak będzie wszystko zależy od naszej skóry, w jakim czasie się złuszcza. Zabieg ten jest robiony dość płytko dlatego nie ma możliwości [tak jak było kiedyś] żeby tusz utlenił się nam na niebiesko lub zielono, on po prostu się złuszczy razem z naszym martwym naskórkiem i wtedy należy ponowić zabieg. 
Bardzo zależało mi aby uzyskać jak najbardziej naturalny efekt i myślę że udało nam się to osiągnąć:




Reasumując, z zabiegu jestem przeogromnie zadowolona, o wiele skrócił mi poranną rutynę, tym bardziej że malowanie brwi nie należało do moich ulubionych czynności. Dodatkowo o wiele lepiej i pewniej czuję się bez makijażu, ponieważ ta rama oka już jest bardziej zarysowana przez to twarz wyraźniejsza. Osobiście polecam zabieg każdemu kto się nad tym zastanawia a ma wątpliwości ale ważne aby wybrać do tego odpowiedni salon. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach, piszcie również czy podjełyście się takiego zabiegu i jakie macie wrażenia.

Ps. Przepraszam za jakość zdjęć...siła wyższa :)

Komentarze