Kat von D, The Balm czy Makeup Revolution?

Hej, dziś postanowiłam wziąć pod lupę moją małą kolekcje bronzerów, a dokładniej dwie palety do konturowania i jeden kultowy bronzer.  Mowa tu o Kat von D Shade&Light, Makeup Revolution Iconic Lights&Contour Pro oraz chyba najsłynniejsza już Bahama Mama od The Balm. Kto w tym starciu wypadnie najlepiej? Zapraszam do czytania :)



Jako pierwsza wpadła mi w ręce paleta od Makeup Revolution Iconic Lights&Contour Pro, kupiłam ją w Hebe i z tego co pamiętam przepłaciłam ponieważ na Cocolicie jest dostępna za 39.90 a ja zapłaciłam za nią ok. 5 dyszek.  Do zakupu zachęciłam się ponieważ paleta została stworzona tak, aby była całkowicie samowystarczalna, w środku znajdziemy rozświetlacz, puder o różowym tonie, o żółtym tonie i puder delikatnie rozświetlający, oraz 3 matowe bronzery i jeden z drobinkami do ocieplania.  Maltretowałam ja przez około pół roku i jak widać zużycie jest dość wyraźne, jednak czy byłam z niej zadowolona? O tym dalej :)


Pierwsze co rzuca się w oczy to opakowanie, jest dość tandetne i po kilku użyciach pękło i rozpadło się, nie potrzebowało nawet upadku. Ogromnie drażni mnie jeśli opakowania nie są wykonanie solidnie bo sam produkt nie wygląda już atrakcyjnie, o ile jeśli jeszcze nadrabia zawartością to można na to przymknąć oko ale co jeśli nie? 
Rozświetlacz zamieszczony w palecie daje dość ładny błysk ale używałam go jako cienia, uważam że do celu jakiego został stworzony totalnie się nie nadaję. Dość że wyraźnie widać w nim drobiny to jeszcze bieli i to strasznie, początkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy bo w pomieszczeniu aż tak nie rzucało się to w oczy, uświadomił mnie w tym mój mężczyzna podczas spaceru że nie wygląda to najlepiej :) 
Pozostałe kolory z górnej części palety również stosowałam tylko na oczy,  na twarzy nie sprawdzały się, były ogromnie widoczne, podkreślały fakturę skóry i tworzyły papierową cerę. 

bez flesza

z fleszem

Muszę przyznać że bronzery nie są najgorsze, chociaż mają bardzo suchą konsystencje nakładają się całkiem  okej, pigmentacja jest średnia ale trzeba z nimi uważać ponieważ lubią rozprowadzać się plamami i łatwo z nimi przesadzić. W przypadku tych pudrów umiar to słowo klucz. Pierwszy bronzer ma czerwone podtony a z kolei trzeci fioletowe - przez co może robić efekt siniaka lub brudnej buzi.



Gdybym miała ponownie zastanowić się nad zakupem tej palety myślę że nie zdecydowała bym się na nią, za tą cenę wolałabym kupić pojedynczy bronzer ale za to idealny, taki jak np Bahama Mama!


Opakowania kosmetyków The Balm utrzymane są w stylu Pin-Up, ich szata graficzna trafia do mnie i całkowicie oczarowuję, ponadto (pomijając już względy wizualne) opakowanie jest bardzo wygodne, malutkie i lekkie, bez problemu mieści się w kosmetyczce, plusem jest oczywiście lusterko, może i małe ale daję radę i czasem ratuje tyłek :)
Sam produkt jest przyjemny w konsystencji, jest pudrowy ale rozprowadza się jak masełko, naprawdę bardzo ciężko zrobić sobie nim krzywdę nawet posiadając ciężką rękę. Kolor wydaję się dość ciemny jednak jak nałoży się go na twarz dzieję się magia, pięknie się blenduje i nawet na mnie - totalnym bladziochu wygląda cudownie. Bahama Mama jest raczej lekko ciepłej tonacji i oliwkowym podtonie jednak świetnie sprawdza się zarówno do konturowania jak i ocieplania.
Jest to moja wielka miłość i chyba nic nie jest w stanie go wyprzeć. Bronzer stacjonarnie można dostać w perfumeriach Douglas, ja kupowałam go online na Mintishopie i za cenę 59.90 można go już mieć w kosmetyczce, a uważam że warto! ❤


od lewej: KvD zimny jasny, Bahama Mama i KvD ciepły

No i na koniec moja perełka, paleta Shade&Light od Kat von D. Dostałam ją w prezencie świątecznym od mojego kochanego mężczyzny i muszę przyznać że lepszego prezentu chyba nie mogłam sobie wymarzyć ❤.


Paleta jest dość duża i ciężka ale w dalszym ciągu poręczna, posiada duże lusterko. Samo opakowanie dla mnie jest trafione w punkt, niby proste ale ma pazur.
W środku znajdziemy 6 pudrów: trzy do rozjaśniania i 3 do konturowania, jasne pudry odpowiadają tonacją bronzerom, dlatego u mnie największe zużycie można zauważyć na żółtym pudrze i ciepłym bronzerze.  Muszę przyznać że po najciemniejsze odcienie z palety raczej nie sięgam, chociaż myślę że w lato pokuszę się o używanie ich.
Pudry są tak mocno napigmentowane, że naprawdę trzeba z nimi bardzo ale to bardzo uważać bo można narobić sobie krzywdy,  kiedy uczyłam się obsługi tej palety to zdarzyło mi się kilka razy ją przekląć ale teraz malowanie nią to czysta przyjemność. Chociaż w momentach kiedy bardzo się spieszę wolę wziąć mojego pewniaka Bahama Mama.  Przez swoją pigmentacje jest bardzo wydajna, ciężko wyobrazić mi sobie moment w którym dotykam dna palety a używam jej prawie codziennie. Konsystencja jest niby pudrowa ale rozprowadzają się gładko.

z fleszem

i bez :)

No trzeba przyznać że kolory wyglądają świetnie!
Paleta jest dostępna w Sephorze i kosztuje 199 zł, fakt że trochę to dużo ale gdyby zdarzyło się coś niemożliwego i dobiłabym dna, kupiłabym ją ponownie, według mnie warta swojej ceny.

Testowałyście już te produkty?






Komentarze